Mistrz Ligi Centralnej jest z Ostrowa Wielkopolskiego!

W sobotę piękne chwilę przeżyli szczypiorniści Arged KPR Ostrovia, którzy wygrywając 38:28 z Nielbą Wągrowiec zapewnili sobie zwycięstwo w Lidze Centralnej i sportowy awans do PGNiG Superligi. Dokonali tego na cztery rundy przed zakończeniem sezonu. Po końcowym gwizdku sędziów w Arenie Ostrów rozpoczęła się wielka feta, którą oglądał komplet publiczności.

Ostrowianie już przed tygodniem mogli zapewnić sobie triumf w lidze, jednak jednobramkowa przegrana w Legionowie sprawiła, że świętowanie trzeba było odłożyć w czasie. I chyba dobrze się stało, ponieważ w sobotę biało-czerwoni mogli cieszyć się tym wielkim dniem razem ze swoimi kibicami. Arged KPR Ostrovia dobrze wszedł w mecz, rozpędzając się z każdą kolejną minutą, uzyskując największą przewagę w drugiej połowie. – Narazie wiem tylko tyle, że wygraliśmy mecz. Ale są puchary, medale, jest szampan, więc chyba wygraliśmy ligę i jesteśmy w Superlidze. To sukces nie tylko nasz, ale całego środowiska piłki ręcznej, który przez lata budował ten klub – mówił zaraz po końcowym gwizdku sędziów Maciej Nowakowski, trener Ostrovii.

Jerzy Młoczyński, Zdzisław Antczak, później klan Lijewskich i Bartłomiej Jaszka. To tylko procent osób, które przez lata dawały podwaliny pod wielki sukces, który rodził się w bólach. Przed sezonem drużynę przejął młody i ambitny zarząd z Jakubem Kaszubą na czele. Szybko postawiony cel, jakim był awans sportowy do Superligi nawet przez moment nie sparaliżował zawodników, którzy w sobotę wygrali po raz dwudziesty w sezonie. – Zaprocentowała ciężka praca, którą wykonaliśmy przed startem ligi. Teraz możemy cieszyć się z całym zarządem, kibicami, sponsorami, władzami miasta, oni wszyscy dołożyli swoją cegiełkę do tego zwycięstwa – tłumaczył Jakub Kaszuba, prezes ARGED KPR.

Punktem zwrotnym kończącego się powoli sezonu był okres przygotowawczy. Bardzo trudny i wymagający. Zakontraktowanie nowych zawodników i pierwszy mecz, który dał siłę i wiarę w sukces. Ostrowianie wygrali na trudnym terenie w Przemyślu, a później już jakoś poszło. Trzynaście zwycięstw z rzędu.

KPR już później był samonapędzającą się maszyną. Wielu zawodników walczyło z drobnymi urazami. Żaden jednak nie odpuszczał. Filip Wadowski walczył z barkiem, Kamil Adamski z kolanem. Ale jak się powiedziało – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, zapomniało się o bólu.

Marcin Koper, Dominik Świątek, Łukasz Kierzek – to kolejni budowniczy historycznego sukcesu, na który ostrowska piłka ręczna czekała ponad 90 lat. Za całym zespołem stoi też rodzina, która była na każdym domowym meczu, często przemierzała setki tysięcy kilometrów za swoimi synami.